To na 100% nie jest normalne! Smutna wróciłam do domu, a tu co? Moja własna matka, przeszła na stronę zła! Ucieszyła się jak nie wiem, z powodu mojego ,,zamążpójściazniewłasnejwolicouważamzaniesprawiedliwe''. Powiedziałam to moje mamie. Odpowiedziała najgorzej jak mogła, że po prostu jestem jej coś winna. Od kiedy wyszydza się dziecku *oczywiście uważam siebie za młodzież* każdą złotówkę? Nawet rodzina jest przeciw mnie. Zrobiło mi się naprawdę bardzo smutno. Ubrałam mój najlepszy sweter i wytarte dżinsy. Uczesałam moje włosy w schludny koński ogon i wyszłam naprzeciw przeznaczeniu. O osiemnastej miałam zawitać na dwór jako laureatka konkursu na miss przedmieścia, którego nagrodą była nauka w akademii pięknych dziewcząt z nienagannymi manierami. Naburmuszona na wszystko (tak, nawet na ciebie, ty pelargonio) stawiłam się na miejsce zbiórki. Moje znajome, których mózgi pracowały na innych zasadach, jeżeli w ogóle pracowały, stwierdziły, że mam farta! One by sobie dały ręce uciąć, pfff, nawet włosy!, aby zostać morderczynią! Proszę bardzo, jestem taka litościwa, że oddam wam ten zaszczyt za darmo, albo i nie. Chce dostać pokój w zamku, jak już zostaniecie władczyniami. Najgorsze, że do zamku miał mnie odwieść ten stary gbur! Tak, ten parszywiec, przez którego jestem w kropce! Przegryzłam tylko dolną wargę i z uniesioną głową wsiadłam na konia. Do zamku dotarłam w pół godziny, łamiąc przy tym ze sto zakazów. Na dworze musiałam najpierw poczekać na mojego "ojca". Tak, on musi go grać. Zguba przyjechała do pałacu o półgodziny później, kompletnie pijana. Radź sobie w życiu sama, mała. Szybkim krokiem weszłam do zamku i nawet nie zamierzałam czekać na mojego opiekuna. Spytałam służącą, która wyglądała na sympatyczną, gdzie jest aktualnie król. Na szczęście dostałam odpowiedź, że w jadalni. Grzecznie udałam się w tamtą stronę. Tak jak powiedziała młoda kobieta, król właśnie pałaszował indyka. Delikatnie, a zarazem wydobywając max dźwięku, zapukałam do drzwi. Otworzył mi piękny królewicz, którego akurat miałam zabić. Ni stąd, ni zowąd poczułam motylki w brzuchu i się zarumieniłam. On spojrzał na mnie szlachetnie, męsko ale i miękko oraz zapytał:
-Po co tu przyszłaś niewiasto?
- Ja do króla. - wyjąkałam i spojrzałam w podłogę. Królewicz otworzył mi drzwi, wpuszczając mnie do środka, a ja speszona, weszłam patrząc się w podłogę.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział 1 ,, Popamiętacie mnie!"
Jak zwykle zapadł zmrok, o tej samej porze. No nic, nie mogę już zwlekać. Oczywiście, jak codziennie,
w pośpiechu wciągnęłam długie, czerwone buty. Włosów na szczęście nie musiałam czesać, bo kto by je pod kapturem zauważył? Szybkim krokiem, skradając się już jak zawodowiec, dotarłam na miejsce spotkań naszej grupy. Jej założyciel, którego nikt nie znał osobiście, pozwalał dołączać tylko tym, których rodzina należała do starego rodu mieszkańców tej okolicy. Usiadłam na moim stałym miejscu i zapatrzyłam się na moje paznokcie. Nic rewelacyjnego. Po jakiś piętnastu minutach (oczywiście, to niby ja się zawsze spóźniam) dotarli wszyscy. Nastał ten moment, kiedy mężczyźni otwierali pitne miody i pijąc je, narzekali na wszystko. No może żyło się tutaj koszmarnie, ponieważ ród książęcy stosował karę śmierci, jak byle zabawę, ale czy tylko ja uważam, że narzekaniem nic się nie zmieni? Nagle jakiś mężczyzna, zaczął krytykować Malenów (uczących się dopiero sztuki walki, do których na szczęście już nie należę), że są do niczego, nic nie umieją i tylko siedzą Jakoś to przeżyłam, no bo tacy jak on, zawsze krytykują wszystkich dookoła, oprócz siebie. Niestety, po chwili, ten mężczyzna znalazł nowy cel do drwin. Mnie. Wtedy, już moja cierpliwość nie wytrzymała. Zaczęło się od niewinnych uwag na temat mojego złego trybu dnia,
a skończyło na wyglądzie i nauce! Jako, że od trzeciego roku życia, uczyli mnie cierpliwości, wytrzymałam te pierwsze obelgi, mrożąc go tylko spojrzeniem. Niestety, miarka się przebrała, po słowach, że jestem niesamodzielna, leniwa i głupia. Wstałam wtedy z krzesła i zaczęłam mówić, głośniej niż powinnam, że robię więcej niż oni, przez całe życie. Spojrzeli się na mnie jak na jakąś niespełna rozumu. Wkurzona powiedziałam, że żeby im udowodnić, zrobię coś najgorszego. Zabiję księcia. Niby prosty plan. Miałam go uwieść, tak aby mi się oświadczył, a potem, przy jakiejś kolacji dolać im wszystkim truciznę do kieliszków. Zostałabym królową, a moi kompani znowu by mogli żyć normalnie. Wszystkim,oczywiście oprócz mnie ten plan się spodobał. Wystarczyło tylko powiedzieć coś głupiego w gniewie i wpaść w takie bagno. Niestety, nie mogłam już zrezygnować. Nazwali by mnie tchórzem, a to najgorsza obelga w moich stronach. Smutna,
a zarazem zła, wróciłam, może po raz ostatni do mojej chatki.
w pośpiechu wciągnęłam długie, czerwone buty. Włosów na szczęście nie musiałam czesać, bo kto by je pod kapturem zauważył? Szybkim krokiem, skradając się już jak zawodowiec, dotarłam na miejsce spotkań naszej grupy. Jej założyciel, którego nikt nie znał osobiście, pozwalał dołączać tylko tym, których rodzina należała do starego rodu mieszkańców tej okolicy. Usiadłam na moim stałym miejscu i zapatrzyłam się na moje paznokcie. Nic rewelacyjnego. Po jakiś piętnastu minutach (oczywiście, to niby ja się zawsze spóźniam) dotarli wszyscy. Nastał ten moment, kiedy mężczyźni otwierali pitne miody i pijąc je, narzekali na wszystko. No może żyło się tutaj koszmarnie, ponieważ ród książęcy stosował karę śmierci, jak byle zabawę, ale czy tylko ja uważam, że narzekaniem nic się nie zmieni? Nagle jakiś mężczyzna, zaczął krytykować Malenów (uczących się dopiero sztuki walki, do których na szczęście już nie należę), że są do niczego, nic nie umieją i tylko siedzą Jakoś to przeżyłam, no bo tacy jak on, zawsze krytykują wszystkich dookoła, oprócz siebie. Niestety, po chwili, ten mężczyzna znalazł nowy cel do drwin. Mnie. Wtedy, już moja cierpliwość nie wytrzymała. Zaczęło się od niewinnych uwag na temat mojego złego trybu dnia,
a skończyło na wyglądzie i nauce! Jako, że od trzeciego roku życia, uczyli mnie cierpliwości, wytrzymałam te pierwsze obelgi, mrożąc go tylko spojrzeniem. Niestety, miarka się przebrała, po słowach, że jestem niesamodzielna, leniwa i głupia. Wstałam wtedy z krzesła i zaczęłam mówić, głośniej niż powinnam, że robię więcej niż oni, przez całe życie. Spojrzeli się na mnie jak na jakąś niespełna rozumu. Wkurzona powiedziałam, że żeby im udowodnić, zrobię coś najgorszego. Zabiję księcia. Niby prosty plan. Miałam go uwieść, tak aby mi się oświadczył, a potem, przy jakiejś kolacji dolać im wszystkim truciznę do kieliszków. Zostałabym królową, a moi kompani znowu by mogli żyć normalnie. Wszystkim,oczywiście oprócz mnie ten plan się spodobał. Wystarczyło tylko powiedzieć coś głupiego w gniewie i wpaść w takie bagno. Niestety, nie mogłam już zrezygnować. Nazwali by mnie tchórzem, a to najgorsza obelga w moich stronach. Smutna,
a zarazem zła, wróciłam, może po raz ostatni do mojej chatki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)