piątek, 15 sierpnia 2014

Siema!

Ktoś to w ogóle czyta? Jeżeli będzie tu 5 komentarzy wznawiam bloga!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 4

Ubrałam się w lekką, zieloną sukienkę. Włosy upięłam w koka, a usta umalowałam różowym błyszczykiem. Idę na randkę z księciem. Muszę go uwieść. O mój boże, to może być trudne. Równiutko o 12:00 poszłam do ogrodu i czekałam na księcia. Siadłam na ławce i zaczęłam obserwować chmury, które przypominały ptaki. Nagle ktoś za mną, położył na moim ramieniu rękę. Podskoczyłam i krzyknęłam ze strachu.
- Spokojnie! - powiedział książę uśmiechając się do mnie. Ale on ma boskie zęby.
- Łatwo ci to mówić. - powiedziałam dysząc. Nagle przypomniałam sobie o dobrych manierach, więc dygnęłam przed nim, ale na moje nieszczęście, potknęłam się o jakąś doniczkę. Poczułam ostry ból
w kostce. Nie wiem dlaczego, łzy zaczęły spływać mi po policzku. Nie mogłam się podnieść. Książę to zauważył i jego uśmiech zmienił się w grymas złości. Po raz setny spróbowałam wstać, ale na moje nieszczęście, odepchnęłam się za mocno, co poczułam. Krzyknęłam na chyba cały zamek. Królewicz
 w końcu odżył i wziął mnie na ręce. Ale on silny! W ogóle nie trzęsąc zaniósł mnie szpitalnego lekarza. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam w jego pierś moją głowę. Jak to boli! Lekarz od razu nas przyjął
i próbował wyprosić mojego wybawiciela, ale ten jak lew, stwierdził, że przy mnie zostanie. Trzymał mnie za rękę, dzięki czemu mniej odczuwałam ból. Po zabiegu zabandażowania kostki zaniósł mnie do królewskiego salonu, gdzie ułożył mnie delikatnie na kanapie. Podziękowałam mu, uśmiechając się przez łzy. On usiadł
w jednym rogu kanapy i delikatnie ułożył moją głowę na jego kolanach. Zaczął mi nucić kołysankę. Ja jednak chciałam z nie porozmawiać.
- Dziękuję za pomoc, książę. - powiedziałam cicho.
- Proszę, mówi mi po imieniu. Jestem Alan. - powiedział i uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Dobrze, Alanie. Nie wiem, czym na to zasłużyłam. Czemu chciałeś się ze mną spotkać?
- Bo miałem i mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Co?
- No bo ja... Wiesz, może innym razem. - chwyciłam go za rękę.
- Mów, proszę.
- No bo ja się w tobie zakochałem. - powiedział po czym ujął moją twarz w dłonie i lekko mnie pocałował.
- No to mamy problem. - powiedziałam po pocałunku.
- Czemu?
- Bo ja też się w Tobie zakochałam. - powiedziałam po czym skradłam mu drugiego buziaka. Zasnęłam spokojnie. Ze snu wyrwał mnie głos Alana, który wrzeszczał na ogrodnika, który na chodniku zostawił doniczkę. Uśmiechnęłam się przez sen.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 3

A no więc, król jest... mega przystojny. Nie dziwię się dlaczego został tym, kim jest. Jego głos, męski i odważny, umiałby chyba przekonać mnie do moherowych beretów. I to do tego różowych! Król, spojrzał na mnie spode łba i zapytał :
-Kim jesteś?
- Na imię mam Asuna. Pochodzę z wioski, z domu pod brzozami. Wygrałam konkurs i jestem.
- Jaki konkurs?
- Na damę, panie - dygnęłam elegancko, trochę przesadzając. Lepiej więcej niż mniej.
- A to był jakiś konkurs? Ryszardzie? - Król zapytał swojego doradcy. No dalej Ryszard, odpowiadaj..
- Tak Panie. - odpowiedział. JEJ! Jestem uratowana! To gdzie mam zamieszkać? Sala gościnna, czy może od razu książę..
- Asuno, zamieszkasz w gospodarstwie Ammy. Będziesz codziennie pomagała doić jej krowy, sprzątała oraz gotowała. - a niech mnie! Spojrzałam jak zbity pies na króla, ale dygnęłam i wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odruchowo odwróciłam głowę. W tym momencie książę na mnie wpadł.
- Przepraszam. - wyjąkałam.
- Masz za co. - odpowiedział napuszony.
- Ach, przepraszam za moje maniery. Ktoś mnie prawie tratuje, a ja, nie błagam go o wybaczenie! Phi. - prychnęłam jak kotka. Och kurcze, co ja najlepszego narobiłam?! Trudno tego nie da się cofnąć, a przed tym synalkiem mamusi nie zamierzam się pastwić.
- I to mi się podoba. Czemu nikt nie może mnie traktować jak... rówieśnika? Wszyscy ,,przepraszam", ,,proszę", rzygam tym. - odpowiedział książę, puszczając do mnie oko.
- Ależ książę, tak nie wypada mówić. - zażartowałam.
- Wiesz Asuna, już Cię polubiłem. Co powiesz na spacer, jutro o dwunastej?
- Z przyjemnością. - odpowiedziałam.
Jutro idę na randkę z księciem. WOW. Ach, szkoda, ze go będę musiała zabić.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 2

To na 100% nie jest normalne! Smutna wróciłam do domu, a tu co? Moja własna matka, przeszła na stronę zła! Ucieszyła się jak nie wiem, z powodu mojego ,,zamążpójściazniewłasnejwolicouważamzaniesprawiedliwe''. Powiedziałam to moje mamie. Odpowiedziała najgorzej jak mogła, że po prostu jestem jej coś winna. Od kiedy wyszydza się dziecku *oczywiście uważam siebie za młodzież* każdą złotówkę? Nawet rodzina jest przeciw mnie. Zrobiło mi się naprawdę bardzo smutno. Ubrałam mój najlepszy sweter i wytarte dżinsy. Uczesałam moje włosy w schludny koński ogon i wyszłam naprzeciw przeznaczeniu. O osiemnastej miałam zawitać na dwór jako laureatka konkursu na miss przedmieścia, którego nagrodą była nauka w akademii pięknych dziewcząt z nienagannymi manierami. Naburmuszona na wszystko (tak, nawet na ciebie, ty pelargonio) stawiłam się na miejsce zbiórki. Moje znajome, których mózgi pracowały na innych zasadach, jeżeli w ogóle pracowały, stwierdziły, że mam farta! One by sobie dały ręce uciąć, pfff, nawet włosy!, aby zostać morderczynią! Proszę bardzo, jestem taka litościwa, że oddam wam  ten zaszczyt za darmo, albo i nie. Chce dostać pokój w zamku, jak już zostaniecie władczyniami. Najgorsze, że do zamku miał mnie odwieść ten stary gbur! Tak, ten parszywiec, przez którego jestem w kropce! Przegryzłam tylko dolną wargę i z uniesioną głową wsiadłam na konia. Do zamku dotarłam w pół godziny, łamiąc przy tym ze sto zakazów. Na dworze musiałam najpierw poczekać na mojego "ojca". Tak, on musi go grać. Zguba przyjechała do pałacu o półgodziny później, kompletnie pijana. Radź sobie w życiu sama, mała.  Szybkim krokiem weszłam do zamku i nawet nie zamierzałam czekać na mojego opiekuna. Spytałam służącą, która wyglądała na sympatyczną, gdzie jest aktualnie król. Na szczęście dostałam odpowiedź, że w jadalni. Grzecznie udałam się w tamtą stronę. Tak jak powiedziała młoda kobieta, król właśnie pałaszował indyka. Delikatnie, a zarazem wydobywając max dźwięku, zapukałam do drzwi. Otworzył mi piękny królewicz, którego akurat miałam zabić. Ni stąd, ni zowąd poczułam motylki w brzuchu i się zarumieniłam. On spojrzał na mnie szlachetnie, męsko ale i miękko oraz zapytał:
-Po co tu przyszłaś niewiasto?
- Ja do króla. - wyjąkałam i spojrzałam w podłogę. Królewicz otworzył mi drzwi, wpuszczając mnie do środka, a ja speszona, weszłam patrząc się w podłogę.

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 1 ,, Popamiętacie mnie!"

   Jak zwykle zapadł zmrok, o tej samej porze. No nic, nie mogę już zwlekać. Oczywiście, jak codziennie,
w pośpiechu wciągnęłam długie, czerwone buty. Włosów na szczęście nie musiałam czesać, bo kto by je pod kapturem zauważył? Szybkim krokiem, skradając się już jak zawodowiec, dotarłam na miejsce spotkań naszej grupy. Jej założyciel, którego nikt nie znał osobiście, pozwalał dołączać tylko tym, których rodzina należała do starego rodu mieszkańców tej okolicy. Usiadłam na moim stałym miejscu i zapatrzyłam się na moje paznokcie. Nic rewelacyjnego. Po jakiś piętnastu minutach (oczywiście, to niby ja się zawsze spóźniam) dotarli wszyscy. Nastał ten moment, kiedy mężczyźni otwierali pitne miody i pijąc je, narzekali na wszystko. No może żyło się tutaj koszmarnie, ponieważ ród książęcy stosował karę śmierci, jak byle zabawę, ale czy tylko ja uważam, że narzekaniem nic się nie zmieni? Nagle jakiś mężczyzna, zaczął krytykować Malenów (uczących się dopiero sztuki walki, do których na szczęście już nie należę), że są do niczego, nic nie umieją i tylko siedzą Jakoś to przeżyłam, no bo tacy jak on, zawsze krytykują wszystkich dookoła, oprócz siebie. Niestety, po chwili, ten mężczyzna znalazł nowy cel do drwin. Mnie. Wtedy, już moja cierpliwość nie wytrzymała. Zaczęło się od niewinnych uwag na temat mojego złego trybu dnia,
 a skończyło na wyglądzie i nauce! Jako, że od trzeciego roku życia, uczyli mnie cierpliwości, wytrzymałam te pierwsze obelgi, mrożąc go tylko spojrzeniem. Niestety, miarka się przebrała, po słowach, że jestem niesamodzielna, leniwa i głupia. Wstałam wtedy z krzesła i zaczęłam mówić, głośniej niż powinnam, że robię więcej niż oni, przez całe życie. Spojrzeli się na mnie jak na jakąś niespełna rozumu. Wkurzona powiedziałam, że żeby im udowodnić, zrobię coś najgorszego. Zabiję księcia. Niby prosty plan. Miałam go uwieść, tak aby mi się oświadczył, a potem, przy jakiejś kolacji dolać im wszystkim truciznę do kieliszków. Zostałabym królową, a moi kompani znowu by mogli żyć normalnie. Wszystkim,oczywiście oprócz mnie ten plan się spodobał. Wystarczyło tylko powiedzieć coś głupiego w gniewie i wpaść w takie bagno. Niestety, nie mogłam już zrezygnować. Nazwali by mnie tchórzem, a to najgorsza obelga w moich stronach. Smutna,
a zarazem zła, wróciłam, może po raz ostatni do mojej chatki.