Ubrałam się w lekką, zieloną sukienkę. Włosy upięłam w koka, a usta umalowałam różowym błyszczykiem. Idę na randkę z księciem. Muszę go uwieść. O mój boże, to może być trudne. Równiutko o 12:00 poszłam do ogrodu i czekałam na księcia. Siadłam na ławce i zaczęłam obserwować chmury, które przypominały ptaki. Nagle ktoś za mną, położył na moim ramieniu rękę. Podskoczyłam i krzyknęłam ze strachu.
- Spokojnie! - powiedział książę uśmiechając się do mnie. Ale on ma boskie zęby.
- Łatwo ci to mówić. - powiedziałam dysząc. Nagle przypomniałam sobie o dobrych manierach, więc dygnęłam przed nim, ale na moje nieszczęście, potknęłam się o jakąś doniczkę. Poczułam ostry ból
w kostce. Nie wiem dlaczego, łzy zaczęły spływać mi po policzku. Nie mogłam się podnieść. Książę to zauważył i jego uśmiech zmienił się w grymas złości. Po raz setny spróbowałam wstać, ale na moje nieszczęście, odepchnęłam się za mocno, co poczułam. Krzyknęłam na chyba cały zamek. Królewicz
w końcu odżył i wziął mnie na ręce. Ale on silny! W ogóle nie trzęsąc zaniósł mnie szpitalnego lekarza. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam w jego pierś moją głowę. Jak to boli! Lekarz od razu nas przyjął
i próbował wyprosić mojego wybawiciela, ale ten jak lew, stwierdził, że przy mnie zostanie. Trzymał mnie za rękę, dzięki czemu mniej odczuwałam ból. Po zabiegu zabandażowania kostki zaniósł mnie do królewskiego salonu, gdzie ułożył mnie delikatnie na kanapie. Podziękowałam mu, uśmiechając się przez łzy. On usiadł
w jednym rogu kanapy i delikatnie ułożył moją głowę na jego kolanach. Zaczął mi nucić kołysankę. Ja jednak chciałam z nie porozmawiać.
- Dziękuję za pomoc, książę. - powiedziałam cicho.
- Proszę, mówi mi po imieniu. Jestem Alan. - powiedział i uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Dobrze, Alanie. Nie wiem, czym na to zasłużyłam. Czemu chciałeś się ze mną spotkać?
- Bo miałem i mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Co?
- No bo ja... Wiesz, może innym razem. - chwyciłam go za rękę.
- Mów, proszę.
- No bo ja się w tobie zakochałem. - powiedział po czym ujął moją twarz w dłonie i lekko mnie pocałował.
- No to mamy problem. - powiedziałam po pocałunku.
- Czemu?
- Bo ja też się w Tobie zakochałam. - powiedziałam po czym skradłam mu drugiego buziaka. Zasnęłam spokojnie. Ze snu wyrwał mnie głos Alana, który wrzeszczał na ogrodnika, który na chodniku zostawił doniczkę. Uśmiechnęłam się przez sen.
poniedziałek, 14 lipca 2014
wtorek, 1 lipca 2014
Rozdział 3
A no więc, król jest... mega przystojny. Nie dziwię się dlaczego został tym, kim jest. Jego głos, męski i odważny, umiałby chyba przekonać mnie do moherowych beretów. I to do tego różowych! Król, spojrzał na mnie spode łba i zapytał :
-Kim jesteś?
- Na imię mam Asuna. Pochodzę z wioski, z domu pod brzozami. Wygrałam konkurs i jestem.
- Jaki konkurs?
- Na damę, panie - dygnęłam elegancko, trochę przesadzając. Lepiej więcej niż mniej.
- A to był jakiś konkurs? Ryszardzie? - Król zapytał swojego doradcy. No dalej Ryszard, odpowiadaj..
- Tak Panie. - odpowiedział. JEJ! Jestem uratowana! To gdzie mam zamieszkać? Sala gościnna, czy może od razu książę..
- Asuno, zamieszkasz w gospodarstwie Ammy. Będziesz codziennie pomagała doić jej krowy, sprzątała oraz gotowała. - a niech mnie! Spojrzałam jak zbity pies na króla, ale dygnęłam i wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odruchowo odwróciłam głowę. W tym momencie książę na mnie wpadł.
- Przepraszam. - wyjąkałam.
- Masz za co. - odpowiedział napuszony.
- Ach, przepraszam za moje maniery. Ktoś mnie prawie tratuje, a ja, nie błagam go o wybaczenie! Phi. - prychnęłam jak kotka. Och kurcze, co ja najlepszego narobiłam?! Trudno tego nie da się cofnąć, a przed tym synalkiem mamusi nie zamierzam się pastwić.
- I to mi się podoba. Czemu nikt nie może mnie traktować jak... rówieśnika? Wszyscy ,,przepraszam", ,,proszę", rzygam tym. - odpowiedział książę, puszczając do mnie oko.
- Ależ książę, tak nie wypada mówić. - zażartowałam.
- Wiesz Asuna, już Cię polubiłem. Co powiesz na spacer, jutro o dwunastej?
- Z przyjemnością. - odpowiedziałam.
Jutro idę na randkę z księciem. WOW. Ach, szkoda, ze go będę musiała zabić.
-Kim jesteś?
- Na imię mam Asuna. Pochodzę z wioski, z domu pod brzozami. Wygrałam konkurs i jestem.
- Jaki konkurs?
- Na damę, panie - dygnęłam elegancko, trochę przesadzając. Lepiej więcej niż mniej.
- A to był jakiś konkurs? Ryszardzie? - Król zapytał swojego doradcy. No dalej Ryszard, odpowiadaj..
- Tak Panie. - odpowiedział. JEJ! Jestem uratowana! To gdzie mam zamieszkać? Sala gościnna, czy może od razu książę..
- Asuno, zamieszkasz w gospodarstwie Ammy. Będziesz codziennie pomagała doić jej krowy, sprzątała oraz gotowała. - a niech mnie! Spojrzałam jak zbity pies na króla, ale dygnęłam i wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odruchowo odwróciłam głowę. W tym momencie książę na mnie wpadł.
- Przepraszam. - wyjąkałam.
- Masz za co. - odpowiedział napuszony.
- Ach, przepraszam za moje maniery. Ktoś mnie prawie tratuje, a ja, nie błagam go o wybaczenie! Phi. - prychnęłam jak kotka. Och kurcze, co ja najlepszego narobiłam?! Trudno tego nie da się cofnąć, a przed tym synalkiem mamusi nie zamierzam się pastwić.
- I to mi się podoba. Czemu nikt nie może mnie traktować jak... rówieśnika? Wszyscy ,,przepraszam", ,,proszę", rzygam tym. - odpowiedział książę, puszczając do mnie oko.
- Ależ książę, tak nie wypada mówić. - zażartowałam.
- Wiesz Asuna, już Cię polubiłem. Co powiesz na spacer, jutro o dwunastej?
- Z przyjemnością. - odpowiedziałam.
Jutro idę na randkę z księciem. WOW. Ach, szkoda, ze go będę musiała zabić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)